zmiana maila
z okazji świąt jest laba — nie trzeba czytać mądrych artykułów i nie trzeba robić dowodów, więc spacerujemy sobie z Karoliną (patrz zdjęcie poniżej), jemy dużo jedzenia, rozważamy o prawach homoseksualistów w USA i w EU, a także (lub przede wszystkim) obijamy się. w trakcie tego obijania przypomniałem sobie, że może warto by rozejrzeć się za jakimś nowym adresem mailowym. po co? zaraz wyjaśnię.
mój główny adres mailowy od mniej więcej połowy 2005 roku to king.pest (małpa) gmail.com. założyłem to konto w czasach, gdy gmail był jeszcze invite only, a ja byłem wtedy tylko małym chłopcem. nie podejrzewałem, że za parę lat przyda mi się poważniejszy adres (typu piotr.kazmierczak lub pkazmierczak @domena), i że nie będzie go wtedy tak łatwo założyć. loginy wymienione powyżej już dawno są zajęte na gmailu, więc skorzystałem z gmail for your domain i zrobiłem sobie skrzynki “piotr.kazmierczak” oraz “piotr” w domenie dasnichts.net. jednak przyszedł rok 2009, zestarzałem się jeszcze bardziej i stwierdziłem, że ta domena jest zbyt śmieszna, i że nie warto przedłużać jej na kolejny rok. mam oczywiście bardzo poważne adresy w domenach student.kuleuven.be i student.uw.edu.pl, ale one też prędzej czy później (a raczej prędzej, niż później) wygasną, więc problem sensownego i poważnego adresu mailowego pozostaje otwarty. co jednak zrobić, jeśli na gmailu nie ma dostępnych sensownych loginów? szukać gdzie indziej.
tylko gdzie? gmail dla wielu stał się synonimem poczty internetowej i faktycznie trudno sobie wyobrazić maila wstawiającego reklamy do stopki, nie pozwalającego na automatyczny forwarding, nie obsługującego pop3 i imapa jednocześnie, pozbawionego na dodatek miłego ajaksowego interfejsu dostępnego przez www. gmail zmienił standardy do tego stopnia, że gdy tylko widzimy stronę do rejestracji nowego konta u większości innych dostawców, od razu mamy ochotę ją zamknąć. w takim układzie odpada większość polskich usług. (nie)chlubna gazeta.pl niby może być, ale z powodów politycznych też odpada. z podobnych powodów nie skorzystam ze świetnych ofert ruskich providerów (mail.ru czy pochta.ru są całkiem niezłe). yahoo ssie, mail.com ma niby świetną domenę, ale w wersji darmowej ssie jeszcze bardziej niż yahoo. zenbe ma podobno być nowym gmailem, ale na razie nie działa. wypróbowałem kilka innych, aż w końcu trafiłem na starego GMX-a, który jest chyba jednym z najstarszych nadal dzielnie się trzymających dostawców darmowego maila.
wrażenia głównie pozytywne. obsługuje imap i pop, ma ajaksowy interfejs (pewnie nie tak dobry jak gmail, ale ja i tak przez znaczną większość czasu korzystam z programu pocztowego — już taki ze mnie staroświecki typ), udostępnia forwarding, zaawansowane filtry i może ciągnąć za pomocą popa maile z innych (max. 10) kont. mój nowy adres to pkazmierczak (maaaałpa) gmx.com i powoli będę go wdrażał. nie zdecydowałem jeszcze, czy całą pocztę z tego adresu będę forwardował na gmaila, chociaż pewnie tak, bo pomimo różnych zaleta gmxa sprawdzanie poczty z więcej niż jednego konta to jednak rasowa PITA.
wnioski z całej tej przygody (lub: “z tych badań”) są następujące:
- gmail jest najlepszą darmową usługą udostępniającą skrzynki pocztowe i basta;
- nie oznacza to jednak, że nie da się żyć nie używając gmaila…
- …bo w końcu zawsze można go używać jako backendu dla innego adresu.


